Gdzie są różowe okulary?

Styczeń 20, 2014 w Just Be

Poniedziałek. Ten poniedziałek będzie bez Kartki z lodówki. Zauważyłam, że w poniedziałki, a właściwie w niedziele, bo zwykle wtedy piszę posty na poniedziałek, mam więcej myśli i refleksji. Wyspany i wypoczęty umysł ma ochotę na obserwacje i „filozofowanie”. Myśli się kłębią, tłoczą, przepychają i domagają się ujścia. Nie mam wyjścia, właśnie od nich muszę zacząć tydzień.

A zacznę od prostego pytania: Gdzie są Wasze różowe okulary?

Just Lovely

Just Lovely

Buszuję po Internecie, czytam opinie internautów i czasami przechodzi mnie dreszcz grozy. Hejtowanie wszystkiego i wszystkich stało się epidemią. Cieszę się, że niektórzy zauważają problem i po prostu o tym z zażenowaniem piszą (Matylda). Czasami zastanawiam się czy zawsze tak było, czy to jakiś nowy trend, który przegapiłam. Zastanawiam się, dlaczego tak łatwo przychodzi ludziom ocenianie innych?

Abstrahując już od tematów, które zalewają media, przejdźmy do zwykłego, powiedzmy normalnego życia.

Czasami mam wrażenie, że dla większości ludzi świat jest czarno-biały. Nie ma w nim ani żadnych odcieni szarości, ani innych barw. I chociaż różowe okulary kojarzą się z optymizmem, ja użyłam ich w zupełnie innym kontekście- codziennej ludzkiej życzliwości. Pod artykułami informującymi np. o wypadku drogowym, lubię poczytać komentarze czytelników. Często mnie zastanawia, skąd w nich taki radykalizm i szybki osąd. Nie wiem… Często bez żadnych informacji, dodatkowej wiedzy na dany temat, potrafią postawić wyrok, powiesić, posadzić na krześle elektrycznym. Absolutnie daleka jestem od stwierdzenia, że winnego nie należy ukarać itd. Po prostu zastanawia mnie to tempo oceny sytuacji, gdy tak naprawdę jeszcze nic nie jest wyjaśnione.

Z taką łatwością przychodzi zaszufladkowanie innych. Tak jak dzieci w szkole. Uczeń B zawsze dostaje 3, więc gdy zrobił sam całą pracę domową, od razu podejrzewany jest o ściąganie. Natomiast piątkowemu uczniowi wszelkie występki uchodzą płazem. To nic, że znęca się psychicznie bądź fizycznie nad kolegą, przecież jest wzorowym uczniem, to muszą być złośliwe pomówienia.

Z taką łatwością wrzucani są ludzie do worków „dobry”, „zły”, jakbyśmy naprawdę żyli w bajkach i baśniach dla dzieci. Brak wytłumaczenia, poznania psychiki drugiego człowieka, wyrozumiałości czy po prostu zwykłego rozsądku – nie rzucam kamieniem tylko i wyłącznie dlatego, że masa właśnie to zrobiła.

Bardzo podobał mi się artykuł Natalii de Barbaro w najnowszym Coachingu (polecam). Psycholożka zwraca uwagę na moc podobieństw. Zwykle lubimy dostrzegać różnice między sobą, a pewną częścią ludzi. Cieszymy się, że jesteśmy mądrzejsi, rozsądniejsi i wszechwiedzący. I bardzo możliwe, że tak jest. Ale niesamowite były wnioski pani psycholog, która postanowiła w ramach ćwiczenia wypisać wszystkie cechy wspólne (negatywne i pozytywne) pomiędzy nią i osobą, której szczerze nie lubiła i z którą uważała, że nic ją nie łączy. Jaki był rezultat? Znalazła aż 11 cech wspólnych – cztery zalety i siedem wad.

Sama również łapię się na szybkiej ocenie, a po chwili przychodzi refleksja: „a może jest zmęczony? a może głodny? może miał zły dzień? może nie dostał oczekiwanej podwyżki? a może coś przykrego się wydarzyło w domu?”.

Spójrzmy na siebie przez różowe okulary, a nie szkło powiększające. Będzie lżej. Wszystkim.

Co o tym wszystkim myślicie?

danka-podpis