Co na wieczór filmowy? Polecam Don Jon.

Grudzień 7, 2013 w Just Culture

Kilka tygodni temu polecałam Wam kilka nowości filmowych tutaj. Wybierałam się do kina na wszystkie, ale jak to w życiu bywa udało się dopiero teraz i to tylko na jeden z nich. Zdecydowałam się na Don Jon, który wyreżyserował Joseph Gordon-Levitt, a także on sam napisał scenariusz i zagrał tytułową rolę. Do filmu przekonywała Dorota Chrobak w swojej audycji w Radiu PIN Dorota Movie. Ufałam, że po takiej opinii film będzie wart czasu i pieniędzy. I… według mnie BYŁ, nawet bardzo.

Zanim zabrałam się do pisania tej krótkiej recenzji, przejrzałam kilka blogów i byłam zaskoczona niepochlebnymi opiniami. Cóż, być może mój gust filmowy nie jest zbyt wymagający. Dla mnie ważne jest to, że film wywołuje dyskusję, coś przekazuje,  jednocześnie nie jest ciężki i traumatyczny. Okazuje się, że trudne tematy (o uzależnieniu od pornografii) można pokazać w lekki, ale nie głupi sposób.

Źródło: iamyourtargetdemographic.wordpress.com

Źródło: iamyourtargetdemographic.wordpress.com

Głównego bohatera poznajemy bardzo szybko. Sam krótko lecz treściwie wymienia, co jest ważne w jego życiu: ciało, dom, auto, kościół, rodzinę, kumpli, imprezy, kobiety i… filmy porno. Jego życie to utarty schemat: co tygodniowa spowiedź, obiad u rodziców, impreza, szalony seks i porno, porno, porno. Wszystko się zmienia, gdy poznaję Barbarę (piękna Scarlett Johansson). Gdy dziewczyna przyłapuje go na oglądaniu filmów pornograficznych, grozi, że jeśli jeszcze raz to się powtórzy odejdzie. Czy Jon jest w stanie porzucić swój nałóg?

Problem nałogu jest trochę obok, właściwie to jest pretekstem do pokazania relacji zarówno damsko-męskich, jak i rodzinnych, no i oczywiście relacji z kościołem. Dla osób, które lubię zamknięcie pewnych kwestii, film nie będzie satysfakcjonujący. Gordon-Levitt zaznacza pewne zjawiska, ale ich nie roztrząsa. I mi się to właśnie bardzo podoba. Myślę, że tylko problem nałogu został ostatecznie za bardzo potraktowany po macoszemu. W końcu wszystko się kręciło wokół filmów porno…

Relacje damsko-męskie

Temat rzeka, a ostatnio podejmowany w kontekście kobiecości i męskości. Idealnie podsumowuje związek Jona jego siostra. Bo jak właściwie to bywa… chcemy być z daną osobą czy ze swoim wyobrażeniem o tej osobie. Relacje się spłycają i ostatecznie sprowadzają się do wzajemnych roszczeń. No albo kogoś bierzemy takim, jakim jest, albo do widzenia. Nie ma sensu na siłę zmienianie, wprowadzanie swoich porządków i oczekiwanie, że druga strona się podporządkuje. Na początku pewnie da się wytrzymać, ale ileż można udawać? Czasami związki stają się zbyt jednostronne. To jedna strona musi dać z siebie wszystko… czy to jest w ogóle normalne?

Relacje rodzinne

Ile razy telewizor uniemożliwia swobodną i spokojną rozmowę przy stole? Naiwnie wierzę, że później życie rodzinne nie sprowadza się tylko do rytuałów, ale naprawdę jest oazą spokoju, bezpieczeństwa i zrozumienia. Wiem, że bywa z tym różnie.

Relacje z Kościołem

Muszę przyznać, że pokazane idealnie i wystarczająco… Absolutnie nie jestem przeciwniczką Kościoła, ale tutaj w kilku scenach jest cała prawda jak i o jednej, tak i o drugiej stronie. Tak jak relacja z kobiety z mężczyzną, tak i relacja z Kościołem często jest bardzo jednostronna. Kościół nie odpowiada na pytania, tylko rzuca nakaz i koniec. W filmie doskonale jest to pokazane przy spowiedziach głównego bohatera. Wprost idealna odpowiedź księdza, gdy Jon pyta go skąd biorą się liczby, że raz ma na pokutę odmówić 5 razy Ojcze nasz, a raz 20… Jaka to odpowiedź? Obejrzyjcie film. Nawet dla tego warto…

Ale nie krytykując tylko Kościoła, Gordon-Levitt pokazuje też prawdziwego katolika. Jedzie jak opętany autem, klnie na innych kierowców i… wchodzi do świątyni. No chleb powszedni…

Jeszcze mam kilka wątków, które warto by było omówić, np. pojawienie się Julianne Moore… ale nie chcę zdradzać wszystkiego, a i tak dużo już chyba trochę spaliłam (ale tylko trochę).

Podsumowując, dla mnie to nie był stracony czas. Spotkałam się z uwagami, że Don Jon bardziej przypomina American Pie niż ambitne kino. Ale wiecie co, czasami mam dość tych wszystkich bardzo głębokich filmów, gdzie jest drugie, trzecie i dziesiąte dno. Czasami mam ochotę na dobre, ale lekkie kino, i myślę, że ten film właśnie taki jest.

Widzieliście? Jakie macie wrażenia? A macie ochotę pójść?