A Ty masz już swoją pasję?

Styczeń 11, 2014 w Just Be

Źródło: blog.recreativeworks.com

Źródło: blog.recreativeworks.com

Przeglądając nagromadzone w domu gazety i magazyny, trafiłam na jeden ze starych numerów Zwierciadła, w którym mowa była o posiadaniu pasji. Wywiad z Wojciechem Eichelbergiem zainspirował mnie do napisania dzisiejszego wpisu, nakłonił mnie do refleksji nad sobą, swoim otoczeniem… Zaczęłam się zastanawiać czy jestem szczęśliwą pasjonatką czegokolwiek i czy rzeczywiście brak jednej określonej pasji jest FATAL!

Nie wiem czy pamiętacie list/artykuł w Wysokich Obcasach na temat dwóch singielek, które nie mogły znaleźć dla siebie tego jedynego, właściwego mężczyzny. Apelowały, że absolutnie nie mają wygórowanych wymagań! Wystarczy, że facet będzie niebrzydki, niebiedny, niegłupi, no i niech ma jakąś pasję, a nie przed telewizorem jak placek leżał. Wszyscy potrzebują tej PASJI!

W towarzystwie niezręcznym i dość kłopotliwym faktem może być brak pasji. Przy spotkaniu integracyjnym szef zapyta: „Jaką masz pasję?” i jeśli nie błyśniesz, a blask Twojej pasji nie porazi, nie zaćmi, cóż… nie wywołasz emocji entuzjazmu, ba, nawet sympatii. Jaki nudziarz, jaka nuda. Pokiwa ze współczuciem, odwróci się i pogada z kimś innym. Podejrzewam, że szydełkowanie również nie wywoła zainteresowania, jak duża i szczera nie byłaby to pasja.

Mam wrażenie, że pasja zmieniła swoje znaczenie. Stała się sposobem na autoprezentację, pokazanie siebie z jak najlepszej strony. Następuje dziwny wyścig, kto więcej o swojej pasji wie, kto więcej za sprzęt zapłacił, kto więcej sukcesów ma, kto rekord pobił. Pasja nie jest już tak po prostu, dla radości czy satysfakcji. Pasja musi być po coś, a jak się pojawia należy o niej trąbić. Biedna, staje się pretekstem do lansu. A jej brak jest powodem do wstydu. Jeśli stawiasz sobie diagnozę: brak pasji, leczenie jest proste – natychmiast ją sobie znajdź! Pasja nie jest już po to, aby odpoczywać, rozwijać, angażować bez pamięci. Jest po to, aby ją mieć. Czy to nie straszne?

Będąc dzieckiem nie miałam zbyt wielu zajęć pozalekcyjnych. Ot angielski, później rosyjski i niemiecki (nie, nie planowałam zostać poliglotką), no i basen, żeby mnie już totalnie nie pokrzywiło przy nauce tych języków ;) Ale była jedna rzecz, którą robiłam baaardzo długo i obowiązkowo każdego dnia – pisałam. Pisałam. Dużo i systematycznie. Aż łącznie zapisałam 10 pamiętników. Uwielbiałam przelewać na papier swoje myśli, obserwacje, opis różnych sytuacji. Ale czy to już pasja? Systematycznie chodzę na basen, nawet porwały mnie lekcje nurkowania, ale czy to już pasja? Uwielbiam pisać bloga, zmieniać jego wygląd, przygotowywać wpisy, ale czy to już pasja?

Więcej mam myśli, że coś uwielbiam… niż, że bez tego nie mogę żyć. I wiecie co? Myślę, że mimo wszystko życie nie jest bardziej ubogie, mniej ciekawe i bez smaku. Mimo wszystko jest…. pasjonujące! :)

Wywiad z Wojciechem Eichelbergiem w Zwierciadle znajdziecie tutaj.

A Wy co o tym wszystkim myślicie?

danka-podpis